Skończyłaś ten rok fenomenalnym wynikiem w Japonii, stanęłaś na podium na Grand Slamie w Tokio. W miejscu szczególnym, tak naprawdę niebotycznym. Bodaj na palcach jednej ręki można policzyć Polaków, którzy tam stawali na podium, w tym ty. Jak ty to odbierasz?
Jestem bardzo zadowolona, nawet nie tyle z tego, że… w samym Tokio – to oczywiście też dla mnie jest bardzo ważne, ale cieszę się bardzo, że pojawił się progres w moich walkach. I to już było widać wcześniej na zawodach, że określona praca przynosi cenne efekty.
Z czego ten progres wynika?
Wydaje mi się, że to połączenie kilku aspektów, ale przede wszystkim, że wcale nie tak łatwo jest się przestawić z poziomu juniorskiego na seniorski i w końcu do tego dorastam.
To „trochę” jest jednak inna bajka niż w juniorach, bo jednak trzeba więcej myśleć, a każdy pojedynek, każdy z elementów wymaga ogromu konsekwencji. W kluczowej walce biłam się z Japonką, potrafiłam dążyć do swoich uchwytów, do swoich technik. W końcu udało się poskładać wszystko w całość, po prostu wszystko u mnie zagrało. Zaczęłam bardziej wierzyć w moje judo, w samą siebie. Udało się poskładać tę układankę i zaczęłam wykorzystywać moje mocne strony w walce. Wcześniej tego brakowało właśnie.
Z tego co mówisz, decydującą rolę odegrało tu przygotowanie mentalne, nie wspominasz o zmianie przygotowań w samym judo, lecz raczej o tym, co się dzieje w twojej głowie.
To prawda. Pracuję również nad tą sferą. Odbywam sesje z moją panią psycholog i myślę, że to bardzo dużo mi dało. Do tego prowadzę dużo rozmów z trenerami, co też swoje zrobiło. Sporo czasu spędziłam na analizach z moim trenerem klubowym. On długo nie mógł uwierzyć, że ja nie wygrywam walk. Twierdził, że mam wszystko co potrzeba – jestem silna, a nie potrafię przechylić szali pojedynku na własną korzyść. W końcu coś może trafiło do mojej głowy, że faktycznie jestem mocna tak samo jak inne dziewczyny ze świata, tylko muszę uwierzyć w siebie. W ciągu ostatniego roku wiele godzin przegadaliśmy. Należy wspomnieć, że miałam dużo przerw, bo różne kontuzje mnie łapały niestety. Możliwe więc, że też w tym czasie pojawiła się przestrzeń, by myśleć o tym moim judo i o moim podejściu. Myślę, że to wszystko gdzieś tam się nałożyło i dało taki efekt.
Na czym te sesje polegają z panią psycholog?
Polegają na… zwykłej rozmowie, ale też na ćwiczeniach, jak zachowywać się w danych sytuacjach, chodzi o momenty stresowe, aby reagować we właściwy sposób.
A mogłabyś podać przykład jednego ćwiczenia? Może jest coś takiego, co młodemu zawodnikowi mogłoby się przydać i dać poczucie, że na pracę z psychologiem nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno i de facto powinno iść w parze z przygotowaniem fizycznym?
Mam takie ćwiczenie, że jestem tu i teraz. Często właśnie na samym początku sesji coś takiego robimy, by właśnie się skupić na tym, co jest tu i teraz. Potem przekłada się to na pewien porządek tuż przed walką, jak już stoję w tym boksie przed wyjściem na pojedynek, moje myśli uciekają, rozglądam się po sali, patrzę, co gdzie jest, szukam punktów odniesienia. Myślę w jaki sposób stoję, jakie punkty dotykają ziemi. No i to mi daje możliwość wyciszenia, uspokojenia się i w końcu koncentracji. Nie myślę o żadnych innych sprawach dookoła. Nie wiem, czy każdemu to się sprawdzi, ale na mnie to działa. To dość uniwersalne i na pewno nie zaszkodzi.
Czy od dawna współpracujesz z psychologiem i jak do tego doszło? Skąd to poczucie, że jednak jest masz taką potrzebę?
Ja już wcześniej miałam takie spotkanie właśnie z tą panią, później współpracowałam z kimś innym. Wydaje mi się, że do tego trzeba dojrzeć. Jak byłam juniorka czy juniorką młodszą, jakoś mówiłam sobie, że nie potrzebuję konsultacji, bo przecież jestem mocna psychicznie i sobie z tym radzę.
Lecz na takim etapie, gdzie jesteśmy właśnie teraz, w tym seniorskim judo, to nam może się wydawać, że możemy tego nie potrzebować, ale właśnie taka rozmowa ze specjalistą bardzo dużo daje. Bo tak jak wspominałam wcześniej, że teraz na takim etapie wszystkie jesteśmy mocne, wszystkie jesteśmy silne, wszystkie chcemy wygrywać i to mental jest kluczowy. Dlatego po prostu musiałam chyba dojrzeć do tego, że nie mam żadnych problemów psychicznych, nie mam problemu z… pewnością siebie, a jednak po rozmowie gdzieś tam się parę rzeczy wyjaśniło. Rozmowa z taką osobą, która się zna na tym, dużo daje. Każdy sportowiec rywalizujący na światowym poziomie powinien korzystać z takiej pomocy.
Powiedz teraz coś o fizycznym przygotowaniu, bo judo jest sportem wymagającym kompleksowego przygotowania – i siły, i dynamika, i wytrzymałość. A między formą fizyczną i psychiczną na pewno istnieje silna zależność.
Tu główny ciężar przygotowań spoczywa na moim trenerze klubowym. Dużo biegamy w takich momentach, kiedy wiemy, dokładnie jaka jest najbliższa przyszłość startowa. Robię dużo mocnych interwałów typowo pod walkę. Trochę się śmiałam z trenerem, że to też takie właśnie ćwiczenie psychiki, bo to są czasami długie odcinki, a trzeba je do końca wytrzymać, przełamać się w głowie, że człowiek jeszcze może przebiec troszeczkę. Także dużo tych biegów. Na siłowni też bardzo mocno pracuję, a treningi rozpisuje mi nasza reprezentacyjna fizjoterapeutka Katarzyna Wiszniewska, z którą blisko współpracuję już od kontuzji z barkiem i bardzo sobie tę współpracę chwalę. Ona mnie doskonale zna, bo trochę już tych kontuzji miałam, więc wie jak ze mną pracować i czego potrzebuję. Robię naprawdę mocne treningi i zawsze się śmieję, że z nią nigdy nie wiadomo co danego dnia przygotuje. Lubi zaskakiwać wymyślnymi, nieoczywistymi ćwiczeniami.
Na kadrze też mamy super, bo trener Artur Kłys jest naprawdę dobry technicznie i doszlifowujemy detale, jak dochodzenie do uchwytów, bo też mi tego może trochę brakowało. Tych elementów składowych judo ma w sobie mnóstwo. Okazało się jak trudne i ważne zarazem jest, by ten uchwyt swój mieć, ćwiczyć te wszystkie niuanse z różnych ustawień partnera. Dochodzenie do pożądanego uchwytu, kombinowanie i skupienie tym, wyćwiczenie sobie takiej automatyzacji, że tak powiem w uproszczeniu, by nie myśleć, a z każdego ustawienia wiedzieć, co i jak zrobić skutecznie.
Ale przede wszystkim, to oczywiste, dużo walk, bo pod tym względem w judo to jest najważniejsze, żeby dużo walczyć. Wiadomo, że wiele zależy od tego, w jakim okresie startowym jestem. Teraz na przełomie roku do startów jeszcze trochę pozostaje czasu i można bardziej przycisnąć z treningami, więc po tej przerwie po Japonii, znowu wracam do dużych obciążeń. To lubię. Przed zawodami, troszeczkę schodzi się z obciążeń, dobrze więc, że mam właśnie trenera klubowego, który cały czas nade mną czuwa. On doskonale widzi, kiedy jestem zmęczona i potrafi odpowiednio dawkować obciążenia. Moi trenerzy, szczególnie trener klubowy, widzą kiedy mi coś odpuścić, a kiedy dołożyć. Rozliczana z pracy jestem ja, bo ja trenuję i startuję, ale bardzo dużo osób wokół mnie kontroluje i ostatecznie to trenerzy wszystko ustawiają tak, jak ma być, a ja to po prostu wykonuję.
Relacja trener-zawodnik musi opierać się na pełnym zaufaniu, czy jednak jest miejsce na dyskusję?
Zaufanie jest bardzo ważne, a ja mam w sumie zaufanie do każdego z trenerów, z którym współpracuję, więc myślę, że to jest kluczowe, by po prostu wierzyć trenerom i poddać się ich planowi. Wiadomo należy sygnalizować samopoczucie, bo rozmowa i wzajemne zrozumienie to punkt wyjścia.
Użyłaś określenia „moje judo”. Jak mogłabyś się scharakteryzować jako zawodniczka?
Mój trener zawsze śmieje się, że jestem koniem wyścigowym, w sensie, że jestem bardzo wytrzymałą zawodniczką, bardziej właśnie można powiedzieć, że długodystansową, bo wytrzymałość mam bardzo dobrą. O wiele lepiej czuję się w stójce niż w parterze. Nad parterem cały czas pracuję, aby go poprawić, ale zdecydowanie wolę stójkę. W walce bazuję na szybkości, na ruchu, na dynamice. Musiałam to uspokoić, bo trochę za dużo się działo z mojej strony. Próbując sama się określić – jestem dynamiczną zawodniczką. Mój ulubiony uchwyt to w sumie lewa ręka na kołnierzu i zawsze gdzieś tam do tego dążę i generalnie jak złapię kołnierz, to sobie radzę, czy kładę rękę na plecy, czy przechodzę po krosie, bo to też jest bardzo mój preferowany uchwyt, do którego często wracam. Mam swoje wzloty i upadki z tym uchwytem, ale bardzo dobrze się w nim czuję, na przykład kiedy wykonuję seoi nage z tego uchwytu.
Wymień swoje trzy ulubione rzuty, od najważniejszego.
Obi-tori-gaeshi, albo raczej nazwałabym go sumi-gaeshi. To jest pierwszy, często wykonuję też seoi-nage z kolan i chyba to numer 2. Nie wiem, co by tu wskazać na trzecie miejsce, może osoto-gari. Ostatnio w Tokio walkę o trzecie miejsce wygrałam tym rzutem, więc powiem osoto-gari.
Co cię podkusiło, żeby uprawiać tak trudny fizycznie sport, bo przecież tutaj w judo praktycznie z każdego treningu schodzi się na czworaka.
Szczerze mówiąc, jak wchodziłam w to, nie wiedziałam jak to faktycznie wygląda. Jestem z małej miejscowości, gdzie judo było jedynym sportem do wyboru, a ja zawsze lubiłam aktywność fizyczną, więc po prostu w to weszłam. A zatrzymał mnie przy tym właśnie mój trener klubowy, wspominany Damian Lisiewicz. To on zawsze parł do przodu, we właściwym kierunku.
Jako młoda zawodniczka nie lubiłam judo, nie podobało mi się. A pozostałam w nim tylko przez wiarę mojego trenera, bo niemal siłą mnie zatrzymał przy treningach. To on wysyłał mnie dalej, bym się rozwijała.
I teraz jakbym miała powiedzieć, dlaczego lubię judo… uwielbiam wysiłek fizyczny. Lubię się zmęczyć i sprawia mi to przyjemność, kiedy mogę mocno potrenować. Na judo wpływa tyle zmiennych, że nigdy nie wiem co się wydarzy. Podczas randori nie wiadomo z kim przyjdzie się zmierzyć, za każdym razem, każdego dnia czekają jakieś inne niespodzianki. Najprostszy przykład, że nie zawsze udaje się wykonać daną technikę identycznie. Ciągle się do czegoś dąży, nic nie stanowi granicy, że na przykład nie da się pobiec na sto metrów poniżej 9 sekund. Cały czas poznajemy coś nowego. Zgodnie z doktryną: nie ma końca uczenia się judo.
W jakim wieku zaczynałaś? Jak trafiłaś na pierwszy trening?
Późno. Miałam 12 lat. Koleżanki z klasy zaczęły przychodzić na treningi, przekonały mnie, że jest fajnie, to spróbowałam. Poszłam za tłumem i zostałam już jedenaście lat.
Wspomniałaś o szeregu kontuzji, które przeszłaś, jakbyś mogła powiedzieć, z czym się borykałaś i skoro pracujesz na co dzień z fizjoterapeutką, jaką prewencję stosujesz?
Ten bark okazał się najpoważniejszą kontuzją, z najdłuższą przerwą i najcięższą rehabilitacją. Miałam też problem z palcem u stopy, niby nic takiego, zderzyłam się z przeciwniczką, ale palec był złamany przemieszczeniem i musiał zostać zespolony przy pomocy drutu. To też mnie wykluczyło na jakiś czas. Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo kiedy co się przydarzy. To taki sport i musimy być, że tak powiem, gotowi na to, że… nie ma pewności, co nam na głowę spadnie.
A w kwestii prewencji i zapobiegania, opieram się na regularnej pracy z fizjoterapeutami. Za ich radą wykonują dodatkowe spersonalizowane ćwiczenia rozgrzewające i wzmacniające przed treningami. Kasia Wiszniewska, pracująca w naszym kadrowym zespole, zna nasze słabe punkty i rozpisuje indywidualnie, co i jak mamy wzmacniać. Pod tym kątem wymyśla nam rozgrzewki z zamysłem uniknięcia kontuzji. No i po każdym treningu to nielubiane, ale obowiązkowe rozciąganie. Trzeba pilnować szczegółów, myśleć o detalach i celach, łatwiej korygować przygotowania i profilaktykę, niż leczyć jeśli już pojawia się ból, albo kontuzja.
I faktycznie te regularne wizyty u fizjoterapeutów są niezwykle istotne, bo my nawet nie wiemy, że możemy czegoś potrzebować, że mięśnie są pozbijane, obolałe. Kluczowa jest też regeneracja. Czasem sęk w tym, by nie trenować cały czas na sto procent, a wiedzieć kiedy nieco zwolnić i zrobić chwilę przerwy. Regeneracja, odnowa biologiczna to element treningu.
Zbijasz wagę przed startami?
Na szczęście nie jakoś radykalnie. Te dwa kilogramy to zawsze, ale to w sumie kosmetyka. Nie mam problemów, żeby tę wagę zbić, także pod tym względem akurat mam szczęście, że za dużo nie muszę robić.
A jak dbasz o dietę?
Wcześniej współpracowałam z dietetykiem, a nawet z kilkoma dietetykami w sumie. Aktualnie już nie, ale dzisiaj po prostu wyrobiłam sobie nawyki żywieniowe, wiem co i jak, co mogę jeść, co mi się sprawdza przed zawodami, po wadze… I szczerze mówiąc, cały czas się uczę, cały czas próbuję jakichś nowych rzeczy, czy po wadze, czy przed samymi zawodami i staram się udoskonalać, ale tak jak mówiłam, że już kilka tych wizyt u dietetyków odbyłam, zatem poznałam już samą siebie na tyle, że wiem co i kiedy mogę jeść i co mi sprzyja.
A masz w pamięci radykalne zmiany, które wprowadziłaś, żeby czegoś nie jeść przed turniejem?
W ogóle miałam problem kiedy byłam młodsza, to po wadze jadłam ile się dało, bo byłam głodna. Przed startem tak samo. Mówiąc brzydko: nażerałam się. Wagę na zawodach IJF najczęściej mamy o godzinie 16:00, więc już na spokojnie wiem, że najpierw trzeba się troszeczkę nawodnić, przygotowuję sobie węglowodany do wypicia, izotoniki. Po wadze należy przede wszystkim uzupełnić węglowodany i najczęściej zjadam wtedy makaron. No i w sumie to tyle. Przed zawodami lubię słodkie śniadania, więc zawsze gdzieś tam szukam tego na stołówkach, jak nie to sobie sama przygotowuję. To wszystko jest jednak bardzo indywidualną kwestią i trzeba wszystko przetestować na własnym organizmie, sprawdzić po czym lepiej, a po czym gorzej się czujemy. Na przykład ja się źle czuję po jajecznicy i jej unikami w dniu turnieju.
Wyczynowe uprawianie judo oznacza wieczną podróż. Lecz ty się chyba w tym odnajdujesz?
Nie mamy wyboru. Przez to, że bardzo dużo podróżujemy i jest to część naszego życia, musimy być przyzwyczajeni do tego, że dużo wyjeżdżamy. Ja staram się wykorzystywać wyjazdy na turnieje, by trochę poznawać świat. To jest taki nasz przywilej, że możemy podróżować i zwiedzać. Oczywiście priorytetem są zawody i na nich się skupiamy, ale czasami udaje się uszczknąć trochę czasu, by gdzieś wyskoczyć. Nie zawsze jednak mamy tę możliwość, bo wyjazdy są tak pomyślane, by przed zawodami odpoczywać i skupić się na starcie, a po zawodach zazwyczaj od razu lecimy. Nie ma więc reguły, ale jak się nadarzy okazja, chociaż chwila by wyjść, to z niej korzystamy. Lubię podróżować, zwiedzać, fotografować, wiadomo, że te sportowe podróże są często bardzo męczące, jesteśmy daleko od domu i się spieszymy, ale zdarza się, że udaje się wynagrodzić trudy jakąś fajną wycieczką. Lubię to co robię, lubię judo i podróże, więc takie połączenie jest idealne. Do tego w doborowym towarzystwie.
Jesteś żołnierzem Wojska Polskiego. Wiadomo, że służba sportowców różni się od innych żołnierzy. Jak to u ciebie wygląda?
Od roku 2022 służę w 5 Lubuskim Pułku Artylerii w Sulechowie na stanowisku monter, w związku z tym, iż biorę czynny udział w Mistrzostwach i reprezentowaniu 5 pa w 12 DZ zostałam skierowana do dodatkowo powierzonych obowiązków służbowych do Sekcji WFiS, gdzie mogę pełnić służbę wojskową. Za zgodą Dowódcy Pułku podczas trwania mojej służby Rozkazem Personalnym jestem kierowana do CWSZ by móc brać udział w zgrupowaniach oraz turniejach które przybliżają mnie do osiągnięcia obranego przeze mnie celu jakim jest udział w Igrzyskach Olimpijskich. Cieszę się że trafiłam na wyrozumiałych przełożonych, którzy wręcz swoim podejściem do mojej ciężkiej pracy na macie pomagają mi w połączeniu moich obowiązków służbowych z pasją i postawionym celami przez Polski Związek Judo. Oczywiście prostrza służba byłaby w CWSZ lecz nie mam powodów do narzekań, mam nadzieję że w niedalekiej przyszłości i ja dostanę szansę aby zasilić szeregi CWSZ, czas pokaże. Na chwilę obecną cieszę się, że trafiłam na ludzi którzy mnie wspierają i kibicują oraz trenera, który również służy w 5 pa z którym podczas wykonywania obowiązków służbowych mogę znaleźć chwilę by móc zrobić efektywny trening.
To na koniec jeszcze pytanie, czy myślisz o przyszłości po zakończeniu kariery sportowej?
Myślę, by zostać w wojsku, co nie wyklucza pracy w judo. Tymczasem jeszcze nie widzę się w roli trenera, ale bardzo możliwe, że za kilka lat mi się odmieni. Mój trener często wspomina, że ktoś musi ten klub przejąć i że to powinnam być ja. Zatem może to właśnie jest mi pisane, by połączyć judo z wojskiem. Kto wie? Tymczasem mam jeszcze kilka marzeń do zrealizowania na tatami.


